• Story 18: Szkocka przygoda część 4, czyli „Duma i Uprzedzenie”.

    Ostatnie dni w Szkocji spędziłam na łonie natury. Chciałam jeszcze tyle zobaczyć, zdążyć odwiedzić miejsca z listy marzeń… I powoli, sukcesywnie spełniałam swoje marzenia. Ale jedno z nich zadziało się samo… Bez mojego planu, zamierzenia czy intencji…  

  • Story 17: Szkocka przygoda część 3.

    Po trzech dniach w szkockich ostępach przyszedł czas na zwiedzanie szkockich miast. Szkocki Kraków i szkockie Katowice stanęły przede mną otworem… Nie ma to jak szybki marsz na stację autobusową, skąd jadę do Edynburga. Taki marszobieg jest lepszy niż kofeina. No a teraz stolica Szkocji… Odzwyczajona od samotnych wypraw w obcym kraju, trochę z obawami, rozpoczęłam podróż do Edynburga. Przyznam się szczerze, że bardzo nie chciało mi się wstać… Jednak te cztery intensywne dni, zwłaszcza w górach, na nieudanym Ben Nevisie, trochę doprawiły moje zmęczenie. Ale postanowiłam nie rezygnować. Stolica Szkocji okazała się być oddalona jedynie o godzinkę drogi od Glasgow i nie zawiodła swoim urokiem. Zrozumiałam też dlaczego Edynburg…

  • Story 16: Szkocka przygoda część 2.

    Udało mi się uniknąć szkockiego szpitala… Miałam szczęście! Ale nie tylko w tym… Do pogody też miałam szczęście, nawet jeśli była w szkocką kratę. Raz słońce, raz deszcz… Wiatr wiał stale. Jedynie on był niezmienny… Idealny timing! I spełniane marzenia! By widzieć na żywo to, co widziałam do tej pory w filmach. Ze względu na kontuzję kolana, o większych wyjściach w góry nie było już mowy. Więc zwiedziłam spacerowo inne moje marzenia podróżnicze w Szkocji… Wybraliśmy się na krótki spacer po Glenfinnan. I w przerwach między deszczem zwiedzaliśmy okolice. Glenfinnan Monument – National Trust for Scotland. Glenfinnan Visitor Centre – National Trust for Scotland. Most z filmu „Harry Potter”. Szkocja…

  • Story 15: Szkocka przygoda część 1.

    Ruszyłam… Nie było odwrotu… I pierwszy raz w życiu nie odczuwałam stresu przed samotną wyprawą, przed podróżą samolotem i opuszczeniem domu… Fakt, nie miałam kiedy nawet pomyśleć o tym, bo pewnie zmieniłabym zdanie i dałabym się pokonać strachowi… Już na lotnisku miałam przedsmak kraju, do którego leciałam. ale to było tak miłe. że szybko zapomniałam o stresie. Ostatni raz leciałam samolotem w 2015 roku… A lubię latać samolotem… Fakt, że nie ma się wtedy kontroli nad niczym i może to być trochę przerażające… Ale tym razem, od razu trafiłam na bardzo miłego współpasażera, który rozładował mój stres. Pierwszy raz od bardzo dawna, odrywając się od pasa startowego, poczułam się wolna!…

  • Story 14: A gdyby tak rzucić wszystko?- styczeń 2023

    Uświadomiłam sobie w sylwestrowy wieczór, że nie zrobiłam NIC, żeby spełnić jedno ze swoich marzeń i celów na 2022 rok… I tak mnie to uwierało, że postanowiłam jednak COŚ z tym zrobić… Bo kto powiedział, że jutro w ogóle nastanie? Siedząc na Mszy Świętej Noworocznej u Jezuitów rozmyślałam… Zrobić pierwszy krok w tym kierunku czy nie zrobić? Oto jest pytanie! Nagle usłyszałam głos: „Dopóki nie zapytam, odpowiedź zawsze brzmi nie.” Więc zaczęłam działać… I tak mnie to nakręciło, że nie byłam w stanie wysiedzieć w domu. Nowy Rok rozpoczął się od wiosennej temperatury 15 stopni. Więc miałam dobry pretekst, żeby wyjść na spacer, choć bardzo tęskniłam za zimą i bielą…

  • Story 13: Czas Świąt!

    Im bliżej Świąt, tym było ze mną coraz gorzej… Dotarłam do ostatecznej granicy wytrzymałości i ratowałam się, jak mogłam, by się nie załamać… Na ratunek przyszła mi natura… […] Dziwne te Święta… Miały być radosne, a jest smutek. Miały być białe, a jest szaro, buro i ponuro. Miałam się do nich dobrze przygotować, a nie miałam czasu nawet na sen. Miałam wszystko posprzątać wcześniej, a spóźniłam się na Wigilię, bo choinki nie zdążyłam ubrać przed… Wieczny niedoczas… Wszystko jest inaczej niż sobie wyobrażałam i planowałam… Ale takie jest moje Boże Narodzenie… 2000 lat temu chyba też było inaczej, niż sobie wyobrażano, inaczej niż Józef sobie planował, inaczej niż Maryja sobie…

  • Story 9: Intensywnie-łaskawy październik część 3

    Październik to też intensywny czas dla mnie… Zmęczenie coraz częściej dawało o sobie znać… Ale nic tak nie koi jak widok zabawy cienia ze światłem, skróconych promieni słońca… … i zachody słońca… Ale nie ukrywam, że było coraz ciężej… Na szczęście wschody słońca, które mogłam obserwować. trzymały mnie przy życiu. Cieszę się, że zostałam człowiekiem poranka i nie zmarnowałam tych cennych chwil. Obserwowałam każdą zmianę i wszystko tak samo mnie zachwycało… Nie mogłam wyjść z podziwu, że tegoroczna jesień jest tak łaskawa… …tak kolorowa… Liście utrzymały się aż do grudnia. Oczywiście było ich coraz mniej… Wykorzystywałam każdą okazję, by być świadkiem i obserwować jak jesień przejmuje swoje rządy… Ta pora…