Niepodległy Turbacz!

Turbacz
prześladował mnie
od dłuższego czasu.
Nie mogłam się
zebrać w sobie,
by po raz
-enty
na niego wyjść.
A może
niemiłe wspomnienia
z jednej z wypraw
powstrzymywały mnie
przed wędrówką
na najwyższy szczyt
Gorców,
przed wędrówką
w głąb siebie…
Co by to nie było,
od dwóch miesięcy
było skuteczne.
Aż wreszcie
nadszedł
znamienny
i ogromnie symboliczny
dzień
– 11 listopada 2021 –
o którym pomyślałam:
„To będzie ten dzień!
Zbiorę się w sobie,
podejmę walkę
ze swoim lękiem
i ogłoszę
na szczycie
Turbacza
swoją
niepodległość!”
I chyba
Bóg postanowił
wesprzeć mnie
w moich zapędach
niepodległościowych
(przecież On
jest czystą
Wolnością)
i wzmocnił we mnie
ducha niezwyciężonego
cudownym słońcem,
mgłami,
które kocham
i mrozem,
tworzącym na
zwykłych
przystankowych wiatach
zachwycające arcydzieła
sztuki niebiańskiej.
Z każdym krokiem
odczuwałam
większe zmęczenie,
ale i
coraz większą
radość,
satysfakcję,
spokój ducha,
zachwyt,
szczęście…
Czułam ŻYCIE
w sobie,
a tak dawno go
nie czułam…
Odzyskałam
swoją
sprawczość,
poczucie
„tu i teraz”.
Nareszcie
nie chciałam
być gdzie indziej,
uciekać od
rzeczywistości,
wybiegać w
przyszłość,
zawracać do
przeszłości.
Nie było
myśli:
„Jutro muszę
zrobić to i to…”,
bieganiny pamięcią
po obowiązkach…
Tęskniłam za tym
stanem
teraźniejszości,
czucia, że
jestem,
a nie że byłam,
lub
dopiero
będę…
Było coś w tym
mist – ycznego,
transcendentnego,
boskiego…
A jednocześnie
dogłębnie
mojego…
wolnego…
niepodległego…
I na tym
oparłam swoją
Wolność!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *