Beskidzki zamiennik Łysicy…

Dziś miała być
Łysica…
Jednak
ciało,
psychika
i duch
wolały się
wyspać.
Zwykle bywało tak,
że gdy
jakieś plany
ze zmęczenia
mi nie wychodziły,
zaczynałam się
łajać za to…
Obwiniać,
besztać,
krytykować…
A dzisiaj,
o dziwo,
po wielu miesiącach
pracy nad sobą,
obudziłam się
o 8:30,
odprawiłam poranne rytuały
w rytmie slow,
by o 11:00
wyruszyć w
Beskid Wyspowy
(którego Koronę
obrałam sobie
za nowy cel zimowy,
by podtrzymać formę
w przerwie
od zdobywania KGP)
– i to wszystko
bez ani jednej
złej myśli o sobie,
bez łajania się
w duchu,
że za późno
się obudziłam,
że za późno
wyjechałam z domu,
że wszystko
nie tak,
jak powinno być,
że nie umiem
się ogarnąć.
Żadna
z tych myśli
nie zagościła
w mojej głowie,
co jest
prawdziwym cudem.
Całą drogę
czułam
tak głęboki
pokój,
czułam się
dobrze
„tu i teraz”,
bez pośpiechu,
chwytając
każdą sekundę
teraźniejszości
dokładnie taką,
jaka jest.
W planach
były trzy szczyty:
Białowodzka Góra,
Jaworz
i Sałasz,
które znam
na pamięć
i nawet
po ciemku
z Ekstremalnej Drogi Krzyżowej.
Do Korony BW
trzeba było
jeszcze raz
się na nie wdrapać,
chociaż w dzień
wędrówka wygląda
zupełnie inaczej.
Z każdym krokiem
gratulowałam sobie
wypracowanej
elastyczności
wobec zmieniających się
okoliczności
i czasu.
I z każdym krokiem
czułam się coraz bardziej
w sobie,
czułam
coraz większą
radość
i sprawczość…
Że wreszcie ja
kreuję
swoje życie,
że nie przecieka
mi ono
przez palce,
zostawiając w poczuciu,
że jestem
biernym obserwatorem,
któremu zostaje
jedynie
pogodzić się
z tym,
jak ono wygląda,
jak ktoś
decyduje za mnie,
jak ma ono wyglądać.
Góry dają
wolność,
sprawczość,
siłę,
cierpliwość,
pytanie czy z tego
korzystam?
Po raz kolejny
idealnie
„trafiłam”
w drodze powrotnej
z Sałasza
na zachód słońca,
który zamienił
w moich
przesiąkniętych Tolkienem
oczach
i wyobraźni
Tatry
w Mordor,
podświetlając je
krwawo czerwonym
blaskiem…
Śródziemie
naprawdę jest
wśród nas,
w naszym
świecie.
Samotna wędrówka powrotna
w ciemności,
przez las,
bez latarki,
skonfrontowała mnie
z moimi najgłębszymi
lękami,
ale
nie zamieniłabym jej
na żadne towarzystwo,
dające poczucie
bezpieczeństwa,
czy choćby latarkę…
To było mi
potrzebne,
by poznać siebie,
by stanąć oko w oko
z wyimaginowanym
wrogiem
i pokonać go.
Góry? –
najlepszy gabinet
psychoterapeutyczny –
i to
za darmochę!
Trzeba jedynie
zrobić
pierwszy krok –
jak ze wszystkim
w życiu.
#niedziela #sunday #sundaymood☀️ #góry #mountains #beskidwyspowy #beskidomaniacy #jaworz #sałasz #białowodzkagóra #koronabeskiduwyspowego #elastyczność #elastycznośćpsychologiczna #tuiteraz #hereandnow #zachódsłońca #sunset

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *