• Wspomnieniowa Babia Góra

    Na cztery wspomnienia przewiały mnie w daleki Beskid Żywiecki, gdzie mieszka Królowa Beskidów – Babia Góra. Więcej jak dwa miesiące temu zebrałam się w swoich ciemnościach i ruszyłam, by doznawać nieustannej radości i zachwytu. Tej pierwszej nie spodziewałam się aż w takich ilościach. Jednak Babia Góra jest jej pełna. Wiatr przywiewa ją od samiuśkich Tater, wciska ją w dolinę Orawy, by uderzyć całą mocą w najwyższy szczyt Beskidów. Tak było i tym razem: wiatr naginał drzewa, gałęzie, kosodrzewinę, przewracał statywy, plecaki, ludzi… Wydawało się, że nawet tysiącletnie kamienie, głazy mu się nie oprą i pofruną, by gdzie indziej budować góry. Szkoda, że nikt nie uwiecznił tego starcia: 58 kg żywej…

  • Wspomnieniowa Mogielica

    Nadal wspominam, codziennie… Każdego dnia widzę oczami wyobraźni te szczyty, krajobrazy, wyspy górskie… Co dzień czuję ciepło letniego słońca, ochłodę lipcowego wiatru… Moje myśli wędrują zamiast moich nóg po beskidzkich szlakach… Tylko to pozwala przetrwać domowe zamknięcie, bezsilność ciała, ciemności grudnia… Wspominam dziś Mogielicę, która „prześladowała” mnie zdecydowanie zbyt długo… Podejść do tej wędrówki było Bóg wie ile… I za każdym razem coś. Na dodatek Mogielica zaglądała mi codziennie w okna, przypominając mi, że jeszcze jej nie odwiedziłam… Przeżywałam wtedy prawdziwe katusze. Jednak lipcowe Bieszczady tak mnie naenergetyzowały, znalazłam w sobie bieszczadzką siłę, że poszłam za ciosem i dwa dni po Tarnicy, jeszcze z bieszczadzkimi zakwasami w nogach, wdrapałam się…

  • Wspomnieniowe Bieszczady

    Izolacja sprawia, że nie mam innego kierunku, mogę iść jedynie w głąb… Siebie, swoich uczuć, swoich myśli. swoich relacji, zwłaszcza z samą sobą… Po początkowym buncie, między książkami, poznawaniem siebie, leżąc pod kocem z kubkiem ulubionej gorącej herbaty, zaczęłam wspominać… Wspominać lato, góry, wolność wędrowania. I nagle stałam się wolna… Tak jak w lipcu w Bieszczadach. W mojej głowie przestały istnieć ograniczenia, izolacje, kwarantanny czy nawet ściany… Była tylko bieszczadzka przestrzeń, ciągnąca się po horyzont… Zielona wolność i nadzieja na przyszłe wędrówki, na powrót w rodzinne strony, gdzie wszystko się zaczęło. Tam, na wschodzie, w małej wsi, w której nikt już nie mieszka…  

  • Wszystko na opak…

    Cóż to miał być za Adwent! Czegóż to ja miałam nie zrobić! Jak to się miałam nie przygotować do Świąt! Udekorować dom, zrobić wieniec adwentowy, przygotować duszę (więcej modlitwy, jedna godzina więcej z Brewiarza, codziennie Roraty), psychikę (karty @dokad_dalej , dziennik, czytanie psychologicznych książek) i ciało… Ileż to ja miałam planów dla ciała na aktywną zimę, rozochocona KGP i Koroną Beskidu Wyspowego… A przyszła inna korona… I wszystkie plany szlag trafił! Na początku myślałam, że to zwykłe przeziębienie, które pokrzyżuje mi tylko pierwszy tydzień Adwentu, ale kiedy po prawie tygodniu straciłam węch i smak (matko, jakie to dziwne uczucie nic nie czuć), dotarło do mnie, że cały Adwent będzie inny……