Wszystko na opak…

Cóż to miał być
za Adwent!
Czegóż to ja miałam
nie zrobić!
Jak to się miałam nie
przygotować do Świąt!
Udekorować dom,
zrobić wieniec adwentowy,
przygotować duszę
(więcej modlitwy,
jedna godzina więcej
z Brewiarza,
codziennie Roraty)

,

psychikę
(karty @dokad_dalej ,
dziennik,
czytanie psychologicznych książek)
i ciało…
Ileż to ja miałam
planów dla ciała
na aktywną zimę,
rozochocona KGP
i Koroną Beskidu Wyspowego…
A przyszła inna
korona…
I wszystkie plany
szlag trafił!
Na początku myślałam,
że to zwykłe
przeziębienie,
które pokrzyżuje mi
tylko
pierwszy tydzień Adwentu,
ale kiedy po prawie tygodniu
straciłam
węch i smak
(matko, jakie to
dziwne uczucie
nic nie czuć),
dotarło do mnie,
że
cały Adwent
będzie inny…
Pierwsza reakcja?
Bunt!
Dlaczego akurat ja?!
Inni mogą sobie wychodzić,
Korzystać z życia,
spotykać się z przyjaciółmi,
czuć zapachy i smaki.
Czemu akurat
mnie to spotyka?!
Ale po cichu
odezwał się
Głos z Wnętrza:
„Bo ten Adwent
będzie dla Ciebie nauką
ODPUSZCZANIA…”
Zamarłam…
Niby marzyłam
o odpoczynku,
ale trochę inaczej
go sobie wyobrażałam…
Więc dziś zaczyna się
dla mnie
drugi tydzień
odpuszczania.
A czego nauczył mnie
mijający pierwszy?
Że odpuszczanie
nie jest łatwe…
Że przywiązanie
do swoich planów
jakichkolwiek
może być
usztywniająco silne…
Że tylko
elastyczność,
czułość
i troska
wobec samej siebie,
to jedyne skuteczne
zabezpieczenia przed
załamaniem
i zgorzknieniem…
Że ostatnio
trochę za bardzo
docisnęłam
swojemu ciału,
które przecież ma
granice wytrzymałości…
Że węch i smak
to prawdziwe
i niedocenione prezenty
od Boga…
Że, niestety,
doceniam coś
dopiero jak to stracę…
Że trudno zrezygnować
ze swojej woli, planów, zmysłów…
Że inaczej
wcale
nie oznacza
gorzej…
Że na ścieżce
do akceptacji siebie
zaszłam już
bardzo daleko…
Że czasem
„zmuszenie” przez
okoliczności zewnętrzne,
to ta właściwa droga…
Że mieszka we mnie
niedokochany Niemowlak,
Dzika Dziewczynka
i Czuła Przewodniczka,
które naprzemiennie
z Wilczycą
mówią do mnie
i próbują mnie
siebie nauczyć…
Że w sumie
z moich planów adwentowych
na razie,
choć nie bez bólu,
nie ziszczą się
tylko góry…
Może właśnie
ta dziwna sytuacja
chce mi powiedzieć:
„Na razie w głąb,
a dokąd dalej, to
się zobaczy.”
I tak sobie myślę,
że przyjście Jezusa
na świat
też było wyczekiwane
w określony sposób…
Ludzie mieli
plan,
wyobrażenia,
marzenia
o tym,
jak ma pojawić się
Mesjasz…
A On?
Przyszedł zupełnie
inaczej!

2 komentarze

Pozostaw odpowiedź Hannah Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *