• Lipiec przyniósł zmiany…

    Świerszcze zwiastują nadejście lipca, choć zaczął się niepozornie… Codzienność odmierzam przejażdżkami rowerowymi… Lipiec był dla mnie miesiącem zachodów słońca, bo każdego wieczoru żegnałam słońce nad rzeką, siedząc na rowerze. To była jedyna pora dnia, w której jakakolwiek aktywność fizyczna była możliwa. I choć widok wysychającej rzeki mocno mnie zaniepokoił, to nawet to nie było w stanie zmącić tego piękna… Piękna zachodzącego słońca, zmęczonego całodzienną pracą ogrzewania ziemi, chowającego się za horyzontem do snu przy akompaniamencie świerszczowej muzyki… Gra kolorów na zachodnim niebie od zawsze robi na mnie wrażenie… Nic tylko stać i gapić się, chłonąć, aż tęczówki nasiąkną odcieniami błękitu, granatu i różu. Podziwiałam też dzieła ludzkich rąk, wkomponowane w…

  • O czerwcowych trelach i początku lata…

    Czerwiec zaczął się dla mnie wycieczkowo… Zieleń rozlała się w naturze z całą swoją soczystością… To zabawne, jak egzotyczna może być podróż pociągiem… Ponownie Jaworzyna Krynicka, ze względu na moje kolano… Podróżując, ile tylko się da, oficjalnie potwierdziłam, że wiosna dotarła już wszędzie… A niedługo będzie lato… Udało mi się spotkać na żywo z osobą, którą obserwuję na Instagramie. Mega ciekawe doświadczenie i przemiły wywiad z Tomkiem Habdasem (@wszczytowejformie). Przez kontuzję przegapiłam płynne przejście temperaturowe między dwiema porami roku, a tu już trzecia za pasem, z coraz częstszymi upałami… Dlatego pierwsze dłuższe rehabilitacyjne spacery były dla mnie szokiem termicznym. Zapomniałam już, że może być tak ciepło. Zwłaszcza, jeżeli ostatni raz…

  • O maju, który nie był taki straszny…

    Po kwietniowym wypadku w górach myślałam, że wszystko przepadło, że wszystko się skończyło… Wszystkie marzenia, plany, cele… Ale wiosny nie da się powstrzymać. Życie wzejdzie nawet tam, gdzie to nie jest możliwe. I przyszła… Eksplodowała życiem! A codzienne wizyty w gabinecie rehabilitacyjnym były okazją, by obserwować… by obserwować, jak świat budzi się do życia… Świat, który jeszcze niedawno był uśpiony… Każdego dnia coraz więcej zieleni, bieli, żółci… Świeże pąki, listki… Czy żałowałam, że nie mogę być bardziej mobilna? Że nie mogę ruszyć w góry? I tak, i nie… Gdyby nie wypadek i przymus zwolnienia tempa życia, praca tak by mnie pochłonęła, że nie zauważyłabym przechodzącej wiosny… Wszystko działo się bardzo…

  • O urodzinach słów kilka…

    W tym roku były to najlepsze urodziny jak do tej pory! Co w nich takiego wspaniałego? To, że dzięki psychoterapii od rana odczuwałam radość, a nie, jak dotąd bywało, przygnębienie i smutek z powodu presji otoczenia upływającym czasem, że ktoś nie pamiętał, nie złożył życzeń, przyszłością w czarnych barwach… W tym roku najważniejsza byłam ja, moje marzenia jeszcze z dzieciństwa, małe dziecko we mnie, które potrzebuje zaopiekowania. I zatroszczyłam się o siebie, O małą Anię, razem zjeżdżając na tyrolce, pałaszując sushi I śmiejąc się w głos na filmie w kinie Wyprawiłam sobie urodziny marzeń, z wielką dawką przyjemności I dobroci dla siebie. Dlaczego? Bo na to zasługuję! Bo jestem najważniejsza…